JAK NIE WPAŚĆ W RUTYNĘ

2016/11/28



Przez okna naszej sypialni widać zagajnik. Rośnie w nim kilka pomników przyrody, ale to przede wszystkim krzaczory i niezdyscyplinowane chaszcze, które zimą wyglądają wyjątkowo szkaradnie. Mój mąż porównuje je wtedy do naczyń włosowatych.
Codziennie przechodzą tamtędy szpalery pracowników budowy (nieopodal wznosi się galeria i duże osiedle mieszkaniowe) i dodają zagajnikowi uroku rzucając tam puste puszki po browarach z Biedry. Zauważyłam, że to ich rytuał – codziennie po robocie idą do najtańszego sklepu w okolicy, zakupy ograniczają do niezbędnego minimum (chleb baltonowski, krojony, parówki i piwo w puszce). Potem dziarskim (skąd tyle energii po całym dniu fizycznej pracy???), charakterystycznym krokiem ze stopami skierowanymi na zewnątrz, z łupami w plastikowych siatkach zbliżają się do swoich sprężynowych tapczanów. Wynajęte pokoje, w których śpią nie mają w oknach zasłon, stąd wiem jak są wyposażone. Jeszcze tylko szybka przepierka w ręku, wyzerowanie pozostałych browarów i kima.

Tak sobie obserwuję i myślę, że ta ich codzienność nieoczekiwanie stała się moją. Wiem gdzie i w jakim charakterze pracują, wiem którędy do tej roboty chodzą, gdzie się zaopatrują, co i w jakich porach jedzą, wiem z jakiego są kraju. Znam cząstkę ich życia. Zastanawiam się czy oni znają moje.
Czy wiedzą, że codziennie budzę się 7:30. Nawet, jeśli nie muszę wcześnie wstać, tak nastawiam budzik. Zaraz po sygnale odpisuję na wiadomości, sprawdzam kto próbował skontaktować się ze mną wczoraj po 22:00 i co było tą niecierpiącą zwłoki kwestią.
Ciekawe czy wiedzą, że po wstaniu z łóżka zostaję w piżamie do momentu aż zjem śniadanie, wypiję zaparzoną w kawiarce kawę z dodatkiem anyżu, wypakuję i zapakuję na nowo zmywarkę. Anyż lubię.
Ciekawe czy wiedzą, że codziennie przekonuję samą siebie, że warto spiąć tyłek i zaraz potem go rozluźnić (zgodnie z zaleceniami treningowymi Chodakowskiej) i tak 2 serie po 10 razy.
Czy wiedzą, że słucham Chilli Zet albo Bethel music na you tube, że staram się przeczytać fragment Biblii zanim odpalę kompa.
Ciekawe czy wiedzą, że gdy jest ciepło jeżdżę do sklepu starym rowerem, a jesienią i zimą jeszcze starszym autem, zawsze z listą zakupów i butelką wody, od której jestem uzależniona.
Ciekawe czy w weekendy, kiedy odpoczywają, myślą „O, a ta dziewczyna, co analizuje nasze życie, znów pakuje do bagażnika instrument, frakówkę, buty, pulpit, nuty i jedzie do pracy. Wróci pewnie późno albo następnego dnia nad ranem”.
Ciekawe czy mają świadomość, że stresuję się mnogością narzuconych samej sobie obowiązków, że nikt nie żąda ode mnie tyle, co ja sama. Czy przeszło im przez myśl, że urządzam zawody z milionem konkurencji (wszystkie są na czas), w których biorę udział ja i ja.
Ciekawe czy zauważyli, że kiedy po 16:00 zasłaniam okna, patrzę na nich. Czy wpadli na to, że ciemne popołudnia umilam sobie świecami zapachowymi, że te, które stoją na parapecie, zapalam dla nich, żeby im się przyjemniej zrobiło w tej ich drodze na tapczany.
Ciekawe czy rozumieją jak ważne jest dla mnie jedzenie wspólnej kolacji z mężem, nasze codzienne rozmowy i wygłupy. Czy pomyśleli, że każdego wieczora po wyłączeniu telefonu, tłumaczę sobie, że zasługuję na długą kąpiel z dodatkiem soli. Czasem to tłumaczenie spotyka się z moim zrozumieniem, ale rzadko. Zwykle daję sobie tylko szybki prysznic z dodatkiem pilingu. Ciekawe czy zgadują jaką książkę czytam przed snem.

Kilka dni temu zauważyłam, że wśród okropnych, szarych krzaków w zagajniku przebija się kolor. Z daleka wyglądał jak czerwony, ale w rzeczywistości to amarantowe kulki w pomarańczowych osłonkach. Teraz, kiedy rano odsłaniam rolety, natychmiast wyszukuję wzrokiem kolorowej roślinki. Nie wiem jak się nazywa. Jak przyjdzie wiosna, zagajnik się zazieleni, więc roślinka stanie się niewidoczna. Podobno wtedy otworzą galerię dla nas - konsumentów.

Jesteście ciekawi o jakim pilingu, soli do kąpieli i świecach piszę? Ostatnio stosuję takie, którymi obdarowały mnie dziewczyny z hagi.cosmetics. Jeśli i Wy chcecie stać się obdarowanymi lub obdarowującymi napiszcie krótko w komentarzu jakie są Wasze rytuały, codzienne, powtarzalne czynności. Najciekawszy, najzabawniejszy, najcieplejszy, najdziwniejszy czy inny "naj" komentarz zostanie nagrodzony kuponem o wartości 100 zł, który można będzie wydać w sklepie sklep.hagi.com.pl/sklep

Niech zachętą będą piękne fotki








I jak, spodobało się Wam coś? :) Stówka do wydania czeka :):)


30 komentarzy :

  1. Mój codzienny poranny rytuał jest ciepły...puszysty... rudy i włochaty! Codziennie rano, kilka minut przed budzikiem mój miauczący towarzysz oznajmia mi szturchnięciem łapki, że pora wstawać. Z zegarka (chyba?!) nie korzysta, a godzinę odgaduje precyzyjnie! Po porannych przytulankach, z postawionym ogonem kręci się wokół moich nóg i woła, że przyszedł najważniejszy czas-jego śniadanie! Chcąc czy nie, jestem zmuszona podać Włochatemu Paniczowi jedzenie i dopiero mogę sama pomyśleć o rozpoczęciu poranka:)

    Pozdrawiam,
    Zuzanna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to Pers filiżankowy, chcę go pożyczyć na kilka/kilkanaście lat ;)

      Usuń
    2. To rudy syberyjski:) az zaluje ze zdjecia tu nie mozna wstawić! Ale i tak nie oddam;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, zaciekawiło mnie to pytanie "JAK NIE WPAŚĆ W RUTYNĘ" opatrzone zdjęciem kostki mydła. Jakie jeszcze problemy można rozwiązać kosmetykami? A poważnie - bardzo przyjemnie napisane, aż rozczuliłam się nad tą miłą zwykłością malutkich, znajomych rzeczy. Masz chyba dużo sympatii do otoczenia. :)
    Przyznam, że sama żyję w jakimś rozstroju, wstaję o różnych godzinach, wracam do domu o różnych porach, robię różne rzeczy. To nie zawsze dobre, czasem właśnie brak rutyny męczy. Wszystko trzy razy sprawdzam w kalendarzu, zapisuję na listach, skreślam punkt po punkcie. Najbardziej stałą rzeczą jest dla mnie codzienny, wieczorny spacer z chłopakiem i jego rudym psem. Wiem, że wyjdziemy między dwudziestą a dwudziestą drugą. Wiem, że on wyjdzie z domu pięć minut po czasie, że ja wyjdę przez to jeszcze chwilę później i spotkamy się w trzech czwartych drogi. Że przejdziemy się osiedlowymi uliczkami, gdzie jesienią wiatr hula jak zły, ale nigdy nie pójdziemy inną drogą. Że będziemy razem narzekać na psa, który uwielbia ten zimny wiatr. Że im zimniej, tym większą przyjemność sprawia mu węszenie po trawnikach. Że brakuje tylko deszczu, bo na starość Misio pokochał też mżawkę. Opowiemy sobie o rzeczach, które nas spotkały. O babie z autobusu, kilometrowej kolejce w sklepie, o za krótkiej przerwie między zajęciami i pysznym obiedzie. Gdy przez dłuższy czas widujemy się tylko na krótki spacer, to jak czytanie książki o życiu drugiej osoby. Tak bardzo chcemy być na bieżąco, że cytujemy rozmowy i żarty, opisujemy wszystkie drobne zdarzenia. Zawsze jest tak samo i zawsze inaczej, zawsze zaczyna się od "wstałem rano". Jest fajnie. Kiedy nie widzimy się wieczorem, trudno mi zasnąć. Wybijam się z mojej kochanej, szczątkowej postaci rutyny i czuję, jakbym zapomniała o czymś ważnym.

    Rutyna bywa bardzo w porządku! Czasem nawet nie zauważa się, jak fajne są takie małe rytuały, stałe punkty - jak spacer, jazda autobusem z tym samym nieznajomym, siadanie w ulubionym miejscu na sali wykładowej, albo pani w piekarni, która wie jakie pieczywo kupię. A to piękne :)

    Pozdrawiam Cię ciepło Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przemiłe słowa o mnie i...o Tobie:) Już drugi z kolei, rudy osobnik pojawia się w Waszych historiach:)
      Życzę Wam, jako Parze, spędzania razem coraz więcej czasu. Spokojnego przed ulubionym serialem albo namiętnego podczas niegroźnych awantur - to cudowne. I ja Cię ciepło pozdrawiam.

      Usuń
  4. Codziennie rano podnoszę rolety w oknach i każdego dnia moim oczom ukazuje się nowy, fascynujący widok. Wiele osób pewnie mogłoby powiedzieć, że przecież to tylko widok na kilka samochodów po blokiem, parę drzew posadzonych w jednej, równej linii, mały skrawek trawnika i ulica. Mnie jednak każdego dnia urzeka zmienność jaka zachodzi w tym niezmiennym widoku. Samochody, których już nie ma na miejscach parkingowych, bo ich właściciele pojechali do pracy; drzewa, których liście z każdym dniem żółkną coraz bardziej, aby w końcu stać się całkiem ogołocone na zimę i odrodzić się z nową siłą wiosną; łąka, która zieleni się, brązowieje, bieleje, ukwieca. Ulica, która deptana tysiącem kroków każdego dnia, ubijana setkami kół, dotyka tak wielu historii. Niebo, malowane nieskończoną ilością barw i odcieni… każdego dnia wieczorem opuszczam też rolety. Widzę ten sam krajobraz w zupełnie innym świetle, czasem ciepłym blasku zachodów słońca, czasem chłodnej łunie latarni ulicznych. Każdego dnia powtarzam te czynności w rytualnym geście i zaklinam czas, zatrzymując go na chwilę i zamykając w sobie już na zawsze, bo już nigdy przecież nie zobaczę tego, co widzę za oknem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię, gdy ludzie refleksyjnie podchodzą do spraw codziennych. Ładne. Bardzo. Dziękuję.

      Usuń
    2. To ja dziękuję za możliwość refleksji. Na marginesie konkursu, cieszę się, że jest. Może dzięki niemu kilka kolejnych osób zainteresuje się kosmetykami naturalnymi, które w naszej szerokości geograficznej i kulturowej też są swego rodzaju refleksją - nad stanem naszej planety i naszych organizmów. Dobrze, że są ludzie, którzy o tym myślą - tworzą takie kosmetyki, używają ich, przekazują je dalej.

      Usuń
  5. Proszę wyobrazić sobie taki obrazek: mała warmińska wieś. Pochylony domek na skarpie pod lasem, w tym momencie przysypany białym puchem. I ja. W codziennym rytuale taszczenia drewna do rozpalenia w kominku, aby na tej wsi nie zamarznąć. Odkąd mój mąż zerwał sobie więzadło w kolanie, jego największym wyczynem jest przejście z łóżka na kanapę, a ja odkrywam uroki posiadania wątłej kobiecej figury i mieszkania na odludziu. A kiedy na zewnątrz robi się puszyście i biało, jak teraz, do moich rytuałów dochodzi jeszcze walka z zaśnieżonym podjazdem, ale to świetnie się składa, bo do najbliższej siłowni mam kawałek. I na koniec mój ulubiony rytuał - moment, kiedy wieczorem, po odśnieżeniu podjazdu, przyniesieniu drewna i rozpaleniu kominka, siedzimy z mężem (ja bardzo zadowolona z siebie) pod mięciutkim kocem i podziwiamy trzaskający ogień i moje coraz większe muskuły :). Nie ukrywam, że przyjemnie byłoby dołączyć jeszcze rytuał kąpieli w jednej z tych cudownie wyglądających soli ze strony Hagi (strzykające plecy i umęczone mięśnie lubią to!). Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszyłaś mnie, wiesz? Swoją troską i poświęceniem dla Męża. Niepotrzebnie wspomniałaś o kominku, bo jestem teraz potwornie zazdrosna ;)

      Usuń
    2. Pomyśl o tych kłodach i strzykających plecach, a zazdrość zaraz minie ;) <3

      Usuń
  6. Pod prysznicem, na parze, maluję plan dnia i słucham Niny Simone. Przed wyjściem przytulam się do psa i kota. Niby nic, ale to rutyna, która daje mi spokój, szczęście i poczucie bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe i niepozorne bywa duże i baaardzo znaczące, prawda?

      Usuń
  7. A może Ci Panowie z różnych krajów, różnych fachów, różnych przyzwyczajeń tęsknią za swoim domem w którym pachnie delikatną lawendą, codziennie wieczorem czeka na nich z kolacją kochająca żona. Gdzie po posiłku siadają przy kominku na wygodnej miękkiej kanapie pod szydełkowym kocem i rozmawiają, także o ciężkiej, pracowitej i samotnej jesieni w Polsce... i nadchodzi pora gorącej kąpieli w wannie wypełnionej czarami...
    Niech więc skończy się budowa, chleb baltonowski z parówką i zimne piwo w zimny obskurny wieczór. Niech wrócą do domów ogarniętych ciepłem rodziny, którego namiastkę dajesz im dzięki tańczącym cieniom świec w oknie.

    Paulina.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam głęboką nadzieję, że tak wygląda ich prawdziwe życie... I,że zamiast parówek wcinają warenyky i barszcz ukraiński :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moją rutyną od kilku miesięcy jest taki sam poranek dzień w dzień, czyli budzą mnie kopniaki mojego synka, którego noszę pod serduszkiem, po czym podbiega mój kochany włochaty owczarek szkocki collie kładzie pyszczek na moim brzuszku i maślanymi oczkami prosi by z nim wyjść i chodź z każdym tygodniem jest mi coraz ciężej, chciałabym ten schemat zaburzyć pospać troszkę dłużej, nie budzić się od już coraz bardziej bolesnych kopniaczków to niestety się nie da. Ale jestem szczęśliwa i czekam na dzień w którym ta rutyna zmieni się na inną też męczącą ale cudowną pobudkę przez synka już w łóżeczku obok.
    Pozdrawiam serdecznie

    Patrycja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę zatem duuużo wytrwałości w nadchodzącym etapie życiowym, który, oj, chwilę potrwa...;)

      Usuń
  10. Budzę się codziennie około 5 rano, nigdy później. Podaję banana i sok jabłkowy, podgrzewam sobie kawę, wydaję 7 kanapek z nadzieniem różnym, termos z kawą, torbę i kluczyki do samochodu. Zamykam drzwi. Zbieram skórkę od banana, podnosze kubek niekapek, robię śniadanie, lawiruję z kawą tak by jeszcze się napić zanim zostanie wylana. Myję zeby w towarzystwie uroczej dwójki dzieci, oraz robię wszystko inne w ich towarzystwie. I tak od dwóch lat. Przyda mi się ten bon. Kupię coś sobie nie im, zamknę się w łazience sama, zapalę świecę i będę się relaksować bez wyrzutów sumienia ze oto rodzinie banany od ust odebrałam na swoje fanaberie relaksacyjne.Chociaż raz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uroki macierzyństwa, hm? Ale mam wrażenie, że na Tobie stoi ten dom, czyż nie jest tak? Może nikt nie da Ci za to awansu ani podwyżki, nie pochwali na zebraniu... Ale ja Cię podziwiam, Siłaczko.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kilka lat temu czytając książkę natrafiłam na cytat. Wtedy nie wiedziałam, że zapiszę go na tabliczce w kuchni. Wtedy nie sądziłam, że podporządkuję mu swoje życie. A jednak!"Jeśli pozwolimy uwieść się urodzie tego co zwykłe wszystko stanie się dla nas NADZWYCZAJNE!" -i tak zaczęłam czynić z codzienności święto szczęścia! Jedną z najważniejszych rzeczy jest to, że nauczyłam się dziękować i uczyniłam z tego swój rytuał. Każdego dnia zostawiam komuś miłą karteczkę, wrzucam do torebki jabłko, piszę smsa ("Kocham", "Tęsknie", "Dzięki Tobie...") lub wieczorem, tak po prostu, mówię samej sobie za co jestem wdzięczna. Niby nic wielkiego, ale w moim życiu zmieniło się wiele!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna jesteś wewnętrznie. I piękne jest to, co piszesz. Może i ja wprpwadzę w życie Twoje zwyczaje...Mogę?

      Usuń
    2. Chyba tez podkradne. Malo wdziecznosci w mym zyciu...a mam za co dziekowac...

      Usuń
  13. Jest taka kobieta. Jedna jedyna! I podarowała mi pewną dziewczynkę. Najwspanialszą na świecie, po mamie! ;) Mowa o mojej żonie oczywiście ;) I jak za dotknięciem magicznej różdzki rutyna stała się czymś pełnym czułości, uśmiechu i ciepła. Codzienna kąpiel, zawsze o 19.00. Moje ramiona wokół małego ciałka i uśmiech żony myjącej główkę naszej córeczki. Ręcznik-sarenka. Zapach ulubionego płynu do kąpieli. Tulenie w pierzynowym puchu. Powolne przymykanie malutkich oczu. Codzienny czas bez stresu, pracy, problemów... Codzienny rytuał naszej miłości pozwalający przetrwać pierwsze trudy rodzicielstwa! Kocham Je! Maciej - gooolash@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaimponowałeś mi czułością, z jaką myślisz i mówisz o Żonie i małej Dziewczynce. Pięknie.

      Usuń
  14. "Wstaję. Ściągam bawełnianą piżamę i idę pod prysznic. Myję się żelem z olejkiem z orzechów macadamia w składzie, do włosów używam mydła konopnego. Po kąpieli smaruję się balsamem z kozim mlekiem, na podrażnioną skórę rąk nakładam olej kokosowy. Pod oczy stosuję krem z wyciągiem z awokado. Następnie idę do kuchni, gdzie przyrządzam sobie ciepłą wodę z miodem i cytryną. Ubieram się, otulam wełnianym szalikiem i jestem gotowa na wyjście do pracy (...)"
    Wiem, wiem. Brzmi jak cytat wyjęty z książki, lecz muszę to przyznać - to samo życie. Moje życie! :) Jako posiadaczka bardzo, ale to bardzo wrażliwej i delikatnej skóry jestem skazana (choć co to za kara! :) na życie w zgodzie z naturą. A przy tym wszystkim udowadniam, że... dbanie nie tylko o to, co się je, ale i o własną skórę, może stać się codziennym NAWYKIEM.

    Pozdrawiam
    Karolina :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Karolino, wiesz, że picie cieplej wody z cytryną i miodem jest także moim codziennym rytuałem?🙂 I to od wielu już lat. Podobno to zdrowo. PS Polecam przed wyjściem jakieś śniadanie 😉 Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń