WOLNO MI

2016/03/07



W listopadzie osiemdziesiątego dziewiątego ktoś otworzył okno i zrobił się przeciąg. Zachodni, porywisty wiatr przywiał mnóstwo wszystkiego z kiczem włącznie. Kolorowe gumy do żucia, supernaturalne napoje w kolorze Kermita, kształty, przedmioty, dźwięki i zapachy. Żeby je znać, trzeba było brać Brało się też żeby być światłym, żeby nadążyć, żeby nie odstawać, żeby się wreszcie ucieszyć. Była kupa śmiechu, kiedy coś strzelało na języku albo barwiło usta na fioletowo.


W TV pojawiły się reklamy, w których bezpardonowo i wprost lub „z pewną taką nieśmiałością…” zachęcano do konsumpcji. Towar reklamowany czy nie, ludzie i tak kupowali. I najlepsze były właśnie te dobra z zachodu. Najciekawsze, najbarwniejsze, dotąd nieznane. Obladi oblada…

Porównuję sobie konsumpcjonizm z czasów mojego dzieciństwa (lata 90’) i ten dzisiejszy. Różnica jest OGROMNA. Widać ją już na samym początku, czyli od pomysłu, po wykonanie, sposób podania, sprzedaży i kupno.
Kiedyś szukaliśmy koloru, plastiku, dużego, głośnego, najlepiej zachodniego. Mogło być wyprodukowane gdziekolwiek, przez kogokolwiek, za ilekolwiek. Było nam wszystko jedno czy kupujemy w SAMie, w Pedecie, w Smyku czy na Jarmarku Europa czyli na stadionie. Cieszył nas sam zakup, branie.
Teraz chcemy wiedzieć jak to powstało, z jakiego materiału, z jakich składników. Chcemy coś wiedzieć o producencie, w butiku chcemy napić się zielonej herbatki, usiąść w fotelu wśród paproci, przejrzeć magazyny i dopiero wyjść z papierową siatką.

Oczywiście, nie wszyscy tak funkcjonują. Polska jeszcze pełna pań i panów w Kubotach. Ja znam takich mało. Kiedyś, za gówniarza spotykałam ich właśnie na stadionie. Dziś tam nie chodzą. Przynajmniej nie na SLOW fashion.

W miniony weekend Stadion Narodowy znów zamienił się w miejsce handlowe. Tyle, że towary bardziej luksusowe a klienci mniej awanturujący się. Sprzedawcy uśmiechnięci, otwarci, chętnie opowiadający o swoim biznesie, mali przedsiębiorcy marzący o wykreowaniu rozpoznawalnej marki.

Miało być SLOW, ale ja poruszałam się szybko. Wolno mi. Na targach spędziłam godzinkę.
Tyle mi wystarczyło, żeby stwierdzić co dobre, co średnie, co kiepskie.
Wymienię marki z pierwszej grupy. To one: Beware, Niebagatela, Shalimov, Amokrun, Mokosh, Softtones, Kavo, Spilla.

Przyznam się, że do wczoraj nie miałam pojęcia o tym, że są. Większość tych firm nie istnieje zbyt długo, ale fajnie wystartowały pięknie sobie radzą. Warto je śledzić na Facebooku, lubić i wspierać. Ja zamierzam. Umieściłam dziś post z przykładowymi zdjęciami. Spójrzcie TU



Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz