WIELKI POST

2016/03/25



Mam znajomego, który jadąc swoją (a właściwie służbową) furą przekroczył dozwoloną prędkość i uciekł goniącej go policji. Był najszybszy.

Od dwóch miesięcy chodzę na zajęcia do fitness klubu. Roi się tam od koksów udzielających porad w sprawach pompowania ciała i faszerowania się fit koktajlami. Są najsprawniejsi.

Kupujemy coraz większe telewizory i telefony. Wolimy patrzeć zamiast czytać. I słusznie! Po co się wysilać. W pracy tak nas cisną, że chyba trochę odmóżdżenia się należy, nie? Serialik czy you tube party najbardziej relaksuje.

A skoro już lektura to bilboardy przy centrach handlowych polecają pozycję Olgi Rudnickiej pt „Jak pozbyć się męża”. Najwartościowsza z wartościowych. Niby kryminał, a taka zabawna…

Internety są na granicy elastyczności z powodu rosnącej liczby blogerów. Blogerzy są potrzebni. Dotykają ważnych tematów takich jak trendy modowe, kosmetyczne. Są najlepszymi doradcami w kwestii skupienia się na sobie samym. Warto podziwiać ich nowe fryzury, warto ich naśladować.

Telewizje śniadaniowe zapraszają doradców do spraw stylu życia. Oni najdoskonalej znają się na tym gdzie bywać, co jeść, jak podróżować. Warto mieć takiego doradcę personalnego i nadać swojej egzystencji jakiś konkretny styl. Nijakość jest be, fe. Bądźmy jacyś.

Telefonia komórkowa wychodzi nam naprzeciw w kwestii kontaktowania się z bliskimi. Wzruszam się, kiedy pomyślę, że tak bardzo zależy im na więziach międzyludzkich. W każdej chwili mogę napisać krótką, skrótową wiadomość (najlepiej w postaci emotikony) do kogo tylko chcę! Do rodziców, do przyjaciół (właśnie, jakoś dawno się nie widzieliśmy…). Najwygodniejszy sposób komunikacji. Zdecydowanie.


Wpadłam w to i ja. Stałam się częścią machiny, żyję konsumpcyjnie. Często staram się walczyć z trybami, które sama naoliwiłam. I oto jak wspaniale mi idzie
Jadłam wczoraj obiad w samochodzie. Stojąc w korku lub zatrzymując się na czerwonym raczyłam się wołowiną z ryżem. Jestem najekonomiczniejsza w zarządzaniu czasem. Dwie pieczenie na jednym ogniu – ha!

Wielka sława, wielka kariera, wielkie pieniądze. Czy to, co nazywa się WIELKIM naprawdę nim jest? Czy może ma po prostu WIELKĄ siłę przyciągania, WIELKI wpływ na nas-robaczki, WIELKĄ rolę gra w naszej codzienności, ale samo w sobie jest żałośnie małe. A jaką wagę ma wielkie serce jak duża jest wielkoduszność albo wielki post? Chciałabym w tym miejscu opisać moje stanowisko w sprawie postu w ogóle, ale tekst się zrobi za długi i nikomu nie będzie chciało się przez to brnąć. Może za rok to zrobię.

Mój dzisiejszy post nie jest wielki. Jest taki jak wszystkie inne. I tak, jak zwykle zilustruję go zdjęciami kogoś zdolnego. Kogoś, kto tworzy dla machiny i jej trybów (nie znam projektanta, który wymyśla ładną rzecz i nie chce, żeby się sprzedawała), ale i dla idei. Produkt jest polski, jak wszystko, co pokazuję na klahsadom i produkowany w Polsce. A ta zdolna osoba to Olga Szymańska. W ramach dyplomu licencjackiego zaprojektowała ławki kościelne. Zdziwiło mnie, że komuś chciało się zgłębić ergonomię tak niepopularnego mebla. Olga to zrobiła. Wymyśliła estetyczny, ładny sprzęt, który ma za zadanie dopasować się do człowieka, nie odwrotnie.




To inne projekty Olgi. Na dokładkę...


Ten stworzyła wspólnie z koleżankami - Asią Żaboklicką i Marią Rzeczycką


...i na deser



facebook.com/olgaszymanskadesign

Follow my blog with Bloglovin


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz