SPOSOBY NA ZIMOWĄ CHANDRĘ

2016/01/02



Od lat doszukuję się błyskotliwości w powiedzonku „Święta, święta i po świętach” i znaleźć jej nie mogę. I w ogóle nie rozumiem o co w tym chodzi. O to, że nic nie trwa wiecznie?? Czy za głęboko grzebię? Ja zawsze tak. Nawet w drugim dnie chcę znaleźć drugie dno.


Załóżmy, że rzecz faktycznie dotyczy przemijania i wszystko wokół brutalnie mówi „miło, miło i po miłym”. Załóżmy, że zakupy gwiazdkowe, dekorowanie domu, ubieranie choinki, gotowanie różnych pyszności, jedzenie, kilkudniowe lenistwo czyli wszystko, co dobre już za nami... Jeśli tak jest, to chcę powiedzieć, że wszystko, co NAJLEPSZE jeszcze przed nami.
Co na przykład? Ano śnieg (na to wciąż trochę czekam), karnawał, wyprzedaże, wiosna, lato, jesień, zima, wiosna…
Tak, niby to najlepsze jeszcze się wydarzy, jeszcze w zielone gramy, ale i tak czuję się w takiej jakby fazie pt „już po wszystkim”. Dlatego szukam sobie różnych umilaczy, wszędzie staram się znaleźć sposoby na zimową chandrę. I te, którymi się ratuję rzeczywiście robią robotę (na przykład zaspokajają moją kobiecą próżność). Nowy kolor paznokci, zakup czegoś ładnego, seria kosmetycznych zabiegów w łazience.
Zapoznana na Wzorach (wydarzenie zobaczycie TU) właścicielka marki IOSSI uraczyła mnie kilkoma naturalnymi kosmetykami, które genialnie sprawdzają się w roli moim rytualnym SPA. Kilka słoiczków i buteleczek z substancjami obłędnie pachnącymi i wspaniale pielęgnującymi skórę. Oto, co przetestowałam.

1. Piling cukrowo solny z trawą cytrynową
Przy tym specyfiku okazało się, że co najmniej w dwóch sprawach mam pojęcie dziewicze. Po pierwsze nigdy nie używałam pilingu, po którym nie trzeba stosować balsamu do ciała. Ten kosmetyk w dużej mierze składa się z olejków (m.in. z pestek winogron, z trawy cytrynowej, z róży) , które silnie nawilżają i wygładzają skórę. Po drugie nie sądziłam, że piling do ciała może być jadalny. Tak, zrobiłam to. Pachniał tak ładnie i ta sól himalajska tak mnie znęciła… Musiałam spróbować.

2. Krem ochronny z olejem konopnym i masłem shea
Zwabił mnie czarujący aromat lawendy zamknięty w ciemno brązowym słoiczku. Wyczuwam tu jeszcze jakieś zioła, co potęguje moje wrażenie dobroczynnego działania kremu. Konsystencję ma nietypową, piankową, natomiast w kontakcie z dłońmi zmienia się w oleistą. Uważam, ze najlepiej smarować się nim na noc (traktując jako maskę), bo zostawia tłustą powłokę na skórze.

3. Serum z krwawnikiem i olejem tamanu
Tu miałam duże wątpliwości. Ręka mi drżała, kiedy pakowałam kosmetyk do pudełka, kiedy otwierałam buteleczkę i kiedy nakładałam pierwszą kroplę na twarz. Jestem mooooocno sceptyczna jeśli chodzi o kosmetyki do twarzy. Ufam tylko aptecznej, polskiej marce Iwostin i mojej kosmetyczce – pani Małgosi. Tym razem zaryzykowałam i jestem miło zaskoczona. Nałożyłam serum wieczorem przed snem i wstałam rano bez jakiejkolwiek reakcji alergicznej. Użyłam go jeszcze kilka razy. Jak dotąd nie pojawiły mi się wypryski, nie zatkały pory. No, może trochę, ale nie z powodu kosmetyku, tylko raczej częstych podróży, nakładania scenicznej grubości makijażu i nieprzespanych nocy (służbowo).

4. May Chang masło do ciała z olejem konopnym
Mój faworyt. W zapachu, konsystencji (to taki mus) i działaniu. Skóra miękka, pachnąca, miła w dotyku, nawilżona, nie tłusta.

Jeśli chcecie wiedzieć więcej lub zamówić te czy inne naturalne kosmetyki IOSSI, kliknijcie na stronę iossi.eu. Dobre ceny, szybciutka dostawa.

Nie wiem czy jakikolwiek facet dobrnął aż do tego fragmentu w tekście. Jeśli jesteś mężczyzną i jeszcze to czytasz, to należy Ci się uznanie i uwaga. IOSSI ma także coś dla Ciebie - kosmetyki do pielęgnacji brody. Tych nie testowałam.

Z tego artykułu wynikać może, że jestem hedonistką. Tylko cielesne przyjemności mi w głowie.
No i?



Artykuł pisany przy współpracy z marką IOSSI.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz