DUŻY POKÓJ

2015/09/22



Niedawno zobaczyłam reklamę znanej firmy sprzedającej meble i akcesoria do wyposażenia wnętrz. Balkon, ładny kadr, stół, dwa krzesła. Nic nadzwyczajnego. Przyjrzałam się bliżej, patrzę, a tam na ścianie…nie zgadniecie co…
Boazeria!

Pamiętam wiele rzeczy z przeszłości, które były obiektem pożądania dosłownie wszystkich. W modzie i we wnętrzach. Na jakie imieniny rodzice by mnie nie zabrali, czułam się jak u siebie w domu -O, ta sama wersalka/czajnik/obraz (sic!)

Tak było z wiszącymi kwietnikami, fotelami 366 i RM58, tak było z meblościankami. Wszyscy się nimi zachwycali, wszyscy stali za nimi w kolejkach, a zaraz potem robili im pa-pa, ronili jedną łzę i wymieniali na Expedity.

Nie wiem czy wiecie, że zanim meblościanki stały się praktycznym reliktem Pi Ar Elu, uchodziły za innowacyjne i unikatowe. Wymyślił je i zaprojektował Czesław Kowalski wraz ze swoją żoną Bogusławą. Meble od Kowalskich dla Kowalskich składały się z kasetonowych elementów i pasowały do każdego pomieszczenia. Te dla dorosłych mieściły w sobie barek na napoje wyskokowe i oranżadę (w moim rodzinnym domu zamykało się go na kluczyk…) , dziecięce produkowano z otwieranym tapczanikiem lub tablicą do rysowania kredą.

Kilka lat temu zaingerowałam w wyposażenie mieszkania moich rodziców i stanowczo sprzeciwiłam się stojącej tam kilka dekad meblościance. Była w kiepskim stanie, więc czuję się usprawiedliwiona.
Mili Państwo, jeśli ktoś ma meblościankę oryginalną, od Kowalskich, uprasza się o dbanie o nią za pomocą preparatów do drewna, regularne wycieranie kurzu i prezentowanie jej z dumą na instagramowych fotografiach. Róbcie tak, a zaistnieje meblościankowy szał – to więcej niż pewne.

Ale boazeria?! To oznacza jedno – Nigdy nie wiesz…

Źródło zdjęcia tytułowego - facebook.com/meblekowalskich

http://www.klahsadom.com/2015/07/nie-jestem-modna.html

Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz