MIASTO MOJE A W NIM

2015/08/12



W gronie moich znajomych są ludzie, przy których naprawdę mogę odpocząć. Chodzi mi o relaks mentalny, odpoczynek od przymusu elokwentnej gadki, trzymania na wodzy swojego języka, tłumaczenia puenty nieudanych żartów. Uwaga, wstawiam teraz dziwnie brzmiące zdanie -Niewielu takich ludzi w Warszawie.
Mam taką swoją klasyfikację, w której dzielę ludzi na Warszawiaków warszawskich i niewarszawskich. I nie chodzi tu o pochodzenie, urodzenie, tylko o mental. Ci warszawscy nadmiernie oglądają innych warszawskich czy to na ulicach, czy w knajpach. Chodzą do klubów, ale w nich nie tańczą. Dlaczego? Proste – aktywność fizyczną danego wieczoru mają już za sobą. Jaką? Proste – milion póz i wygibasów przed lustrem a potem setki tysięcy kilometrów przemierzonych od klubu do klubu. Wino piją w Charlotte, stołują się na szybko w vege burgerowniach albo w barach mlecznych - dla lansu. Schabowego w domu nie usmaży i jego zdjęcia na Instagrama nie wrzuci. Gdyby ktoś zaprosił ich na pokaz mody, gdzie na wybiegu paradowaliby transwestyci, ochoczo biliby brawo na finale – tolerancja jest bogiem.

A wracając do tych niewarszawskich. Jak wspomniałam, mam takich kilkoro. Wśród nich jest małżeństwo z synkiem łudząco podobnym do mojego brata 41 lat temu (stwierdzam to na podstawie jego zdjęć z dzieciństwa) i córeczką w drodze. Czy znacie rodziców, którzy nie gniewają się gdy ktoś dla dowcipu nazywa ich dziecko niewłaściwym imieniem?! Mało tego – sami to podchwytują i zwracają się do pociechy w taki sam sposób!
Albo taka sytuacja: Impreza. Grill.
-Z czyjego talerza Wasz synek wyjada keczup?
- Nie mamy pojęcia – odpowiadają ze spokojem i pozwalają małemu na kontynuowanie uczty.

Ania i Bartek* są ekstremalnie wyluzowani i weseli. Można się z nimi pokłócić nie rezygnując z żartobliwego nastroju, można wyjść spontanicznie do knajpy, robić z siebie idiotę na parkiecie, można też posiedzieć w milczeniu na kanapie. Boję się, że czasem od nich odstaję z powodu mojej warszawskości…

Pamiętam, jak w tym samym czasie wykańczaliśmy mieszkania i udzielaliśmy sobie nawzajem porad, dzieliliśmy się spostrzeżeniami. Anka nawet dała mi (zaznaczając, że to do zwrotu ) magazyny dotyczące urządzania wnętrz. Potem były pierwsze odwiedziny i oglądanie efektów. Ich mieszkanie wyszło super. Widać w nim rękę perfekcjonistki i wtórującego jej męża. Mam nadzieję, że te trzy pokoje trafią w dobre ręce ( mają być lada moment wynajęte ). W ręce kogoś, kto doceni ogrom pracy i nerwów, jakie zostały włożone w wykończenie tego mokotowskiego wnętrza. Trochę je podstylizowałam i podczas sesji wyglądało o tak:


*Zbieżność imion może być przypadkowa.


Stylizacja - Aga Klahs
Zdjęcia - Kaja Szafranek

W sesji wykorzystano przedmioty od:

ministerstwodobregomydla.pl

mialiving.pl
www.w4design.pl
houseandmore.pl
magdapilka.com
nocnedobra.pl

Follow my blog with Bloglovin
 
http://www.klahsadom.com/2015/01/nie-bedzie-niczego.html

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz