NIE JESTEM MODNA

2015/07/03



Nie mam srebrnych butów na słoninie, nie piłuję paznokci w szpic, nie pakuję się w torebkę z frędzlami a całą garderobę boho wywiozłam lata temu na wieś. Zbyt praktyczna jestem na to i może już stara (…).

Jestem zaznajomiona z trendami w dziedzinie ubioru, ale rzeczy przybywa mi w szafie rzadko i, jak już, to muszą być dobrej jakości, niekoniecznie zgodne z aktualnie obowiązującą modą . Może to z wiekiem tak mi się zrobiło. Zauważam w sobie coraz więcej dziwnych upodobań i mniej miejsca na kompromisy. Na przykład ze zdziwieniem odkrywam, że związek frazeologiczny „cisza spokój” , który kiedyś śmieszył mnie do rozpuku teraz bywa moją tęsknotą. (Mam nadzieję, że nigdy nie będzie podobnie z drugą parą wyrazów występujących nierozłącznie – „brązy beże”. Zapytajcie Polaków, którzy właśnie remontują mieszkanie czy mają sprecyzowany styl i kolorystykę, w którą chcą pójść. Jestem pewna, że usłyszycie właśnie to.)

W temacie wnętrz funkcjonuję podobnie. Oczywiście, jestem zaznajomiona z trendami, ale przedkładam swój własny gust nad modę. Czy obchodzi mnie wzór koniczyny marokańskiej, dodatki w kolorze złota i miedzi, stoliki na cienkich nóżkach ze stali malowanej proszkowo? Ależ naturalnie, że tak! Czy muszę natychmiast to wszystko mieć? Natychmiast może nie. Najpierw pytanie testowe: „Czy będzie mi się to podobało za kilka lat?”. Jeśli odpowiedź jest przecząca, rzecz nie znajdzie miejsca w moich czterech kątach. Będzie cieszyła oko na kartkach magazynu wnętrzarskiego lub na witrynie w sklepie.

Mam w domu kilka mebli, które niedawno zostały w branży okrzyknięte jako „must have”. Wśród nich są dwa polskie - krzesło Bumerang i fotel 366. Krzesło zostało znalezione na śmietniku, fotel w maszynowni windy. Oba siedziska po krótkiej rekonwalescencji u tapicera wróciły do żywych. Czy wstawiłam je do mieszkania, bo ich widok otworzył mi buzię na kształt AAAAch i OOOOch? Tak, ale od tamtej pory minęło kilka lat, a ja wciąż patrzę na nie z dumą. M.in. ze względu na sposób, w jaki zostały pozyskane i jak niewiele pieniędzy nas kosztowały. A przecież to ikony polskiego designu. Spróbujcie wpisać w Google nazwę któregokolwiek z nich i sprawdźcie z ilu monet trzeba wyskoczyć, żeby stać się ich posiadaczem.

Dlaczego ikony designu są drogie i pożądane przez wielu? Odpowiedź jest banalna – są ponadczasowe. One nigdy się nie przeterminują, nie znudzą, nie opatrzą, nie zdziadzieją. A jeśli nawet na chwilę się tak stanie, to i tak wrócą do łask.. Tak było z fotelem 366. Zaprojektował go w latach 60 ubiegłego wieku Józef Chierowski, profesor PWSSP we Wrocławiu. Produkcja odbywała się w fabryce mebli w Świebodzicach. Mebel cechowała nowoczesna estetyka, która natychmiast przypadła do gustu ówczesnemu społeczeństwu. Produkowano go przez kilka dekad i nie można było nie mieć go u siebie w „dużym pokoju”. Potem 366 był meblem widywanym najczęściej…na śmietnikach. Z dużych pokoi trafiał właśnie tam. Po latach znów cieszy się uznaniem, trafił na salony i jeszcze się panoszy, szał jeszcze trwa. Ciekawa jestem co stanie się z 366-kami, kiedy moda na PRL i gadżety z tamtego okresu przeminie. Czy znów sięgną bruku?

http://www.klahsadom.com/2015/09/duzy-pokoj.html


Follow my blog with Bloglovin

2 komentarze :

  1. Zadziwiająco dużo nas łączy :) ciekawe, że pod tym pozornie błachym tematem kryją się takie głebokie myśli - przemijanie rzeczy, upływ czasu, dokonywanie wyborów. Podoba mi się twój styl i blog :) będę zaglądać. Olka

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Miło mi czytać Twoje słowa uznania. Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń