LUKSUS JEST OK!

2015/07/12



Szanghaj - miasto hałaśliwe i nowoczesne – to jego jedna strona. Kiedy odwrócisz się o 180 stopni, zobaczysz drugie oblicze Chin, gdzie piszczy bieda, dzieciaki bawią się w kałuży, a rodzice gotują coś w rozpalonym w przypadkowym miejscu ognisku… Na taki widok twoje oczy stają się bardzo duże więc Azjatom znad ogniska i z kałuży podobasz się jeszcze bardziej. Wstydzisz się swojej rozdziawionej z osłupienia buzi, więc kulturalnie odchodzisz, a w głowie pojawia ci się znak zapytania dotyczący zerojedynkowego świata, który właśnie obserwujesz.
STOP. Ten post nie będzie o ubóstwie, a o dobrach materialnych, bo i one mogą skłonić do głębokich refleksji. Wrażliwe spojrzenie na sprawy ma nie tylko artystyczna bohema przymierająca z głodu i chorująca na poddaszu na suchoty. Wrażliwe spojrzenie mam także ja, osoba z klasy, jak sądzę, średniej (w sensie materialnym) z aspiracjami do wyższej. Może ktoś pomyśli, że buta to i wstyd tak publicznie się przyznawać… A ja zaraz udowodnię, że ten ktoś się myli. Żaden to wstyd i żadne zło.

Wróćmy do Szanghaju. Pojechałam tam służbowo z ekipą bliskich mi ludzi. Z lotniska, gdzie wylądowaliśmy, do hotelu jechaliśmy busem obserwując przez okna chiński świat. Z prawej i z lewej mijali nas ludzie w swoich wypasionych furach, świadczących o ich statusie materialnym wysokim jak Shanghai Tower.
-Gdzie popełniam błąd? - zagaił mój kolega niby retorycznie
Starałam się wystąpić wówczas w roli obrońcy „tego, co niewidoczne dla oczu” wskazując na dobre serce kolegi, jego moralność, udane relacje rodzinne etc. A w rzeczywistości i mnie to pytanie zaczęło nurtować. Przecież można mieć wymienione przeze mnie atuty plus dostatnie życie (o tym czym jest dla mnie luksus napiszę później). Jedno chyba nie wyklucza drugiego...

Po powrocie zza granicy, gdzie człowiek napatrzył się na te dobra, wydawałoby się, że temat ucichnie. Ale nie. W nadwiślańskim kraju także codziennością jest tego typu scena: stoisz w korku w swoim kilkuletnim, praktycznym autku, a tu z obu stron zerkają na cię postaci z bryk wysokości autobusów. Właściwie to ty na nich zerkasz. Oni przecież nie tracą czasu, bo kręcą teraz jakieś ważne biznesy. Postać z lewej w Porsche Cayenne, garniturze Bottega Veneta, z Iphonem 12s w ręku. Wielkousta postać z prawej ubrana w molekułę (nigdy perfumy!), szukająca Iphone’a 13 w czeluściach swojej torebki LV. I tu znów nasz leitmotiv „Gdzie popełniam błąd?”
No tak, zawsze mogę jeździć rowerem…ale przecież fajnie jest mieć wybór! Wybór, który pozwala myśleć nie MUSZĘ jeździć rowerem, tylko MOGĘ nim jeździć. I to jest luksus. Luksusem jest też robić to, co się lubi i zarabiać na tym pieniądze. Czyli na pytanie „Gdzie popełniam błąd?” trzeba odpowiedzieć sobie kolejnym pytaniem, zadanym w jednym z kultowych filmów „Co lubię w życiu robić?”, a potem zacząć to robić. Tak postąpił mój kolega z szanghajskiej opowieści, a potem dał sobie czas. Dziś nadal jeździ praktycznym autkiem, ale jego sytuacja zawodowa zaczyna się zmieniać. Obserwuję to i nie szczędzę pochwał za kolejne osiągnięcia.

Nic nie mam do Wielkoustych, ani Facetów w czerni. Jeśli są spełnieni i nie tkwią w jakimś układzie tylko dla miliona monet, to ok. Ja chcę robić to, co sprawia mi przyjemność. Rozwijać się i uczyć jak najwięcej. Tak postanowiłam. Pieniądz pewnie przyjdzie. I stanie się dodatkiem, przyjemnym efektem ubocznym moich działań.
Najmądrzejsza książka, jaką znam i staram się czytać regularnie, przypomina mi, że ”korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy”, nie same pieniądze. To OGROMNA różnica.

Wobec powyższego można zupełnie bezemocjonalnie podejść do 20 000 oraz promocji, jaką zapewnia wygrana w konkursie Make me! i po prostu wziąć w nim udział. Zwycięstwo i wymieniona kwota nie zagwarantują może sławy i pławienia się w luksusie, ale może to być dobry początek…

lodzdesign.com/wez-udzial/make-me

Follow my blog with Bloglovin

Plakat - materiały prasowe firmy 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz