RAL 7047

2015/06/27



Biel, czerń i ich połączenie - szarość. Inne kolory we wnętrzach mogłyby dla mnie nie istnieć. Do tego naturalne barwy materiałów takich jak drewno, sklejka, metal, szkło. Uczepiłam się szarości i puścić nie zamierzam. No może kiedyś. W każdym razie, póki co, w Meksyku bym się nie odnalazła.
Podobna zasada obowiązuje w mojej garderobie. Preferuję spokój i stonowanie w kolorze, jak najmniej printów (użyłam tego słowa, ale udaję, że go nie widzę; dla niewtajemniczonych klahsadom.com/2015/04/polski-angielski), ubrania jednoczęściowe – sukienki, kombinezony. Jeśli łączę bluzkę ze spódnicą lub spodniami trzymam się zwykle jednej tonacji. Kiedyś koleżanka ze studiów skrytykowała image naszej profesorki od pedagogiki w ten sposób:
- Zauważyłaś, że ona ubiera się jednokolorowo? Dół i góra są zawsze w tym samym odcieniu niebieskiego. Ona jest taka…jedna.
Naturalnie, zauważyłam, ale w moich oczach to była zaleta. Podziwiam w ludziach konsekwencję. Nawet jeśli dotyczy ona ubioru. Sama uważam się za osobę konsekwentną, ale przeczytałam właśnie dwa pierwsze akapity i…odwołuję wszystko, co napisałam.
W moje jasne mieszkanie z miesiąca na miesiąc wkrada się coraz więcej kolorów. I wyznanie drugie - każdego poranka zaglądając do szafy postanawiam trzymać się jednej tonacji. Zgodnie z założeniem wybieram ciuchy i dodatki, patrzę w lustro i widzę w nim siebie kolorową jak papugę. Diagnoza brzmi – schizofrenia kolorystyczna. Wobec tego aktualizuję informacje i oznajmiam, teraz już zgodnie z prawdą, że chciałabym, by w moim otoczeniu było spokojnie, stonowanie i monochromatycznie. Wtedy nic nie rozpraszałoby mojej uwagi, miałabym wrażenie ładu, porządku i kontroli (potrzebuję tego ostatniego, motyla noga!).


Według powyższej charakterystyki projektuje pewna młoda absolwentka warszawskiej ASP, Agata Melerska. Punktem wyjścia do powstania marki sygnowanej jej nazwiskiem była pasja tworzenia rzeczy bliskich naturze. Stąd wykorzystanie skóry licowej, lnu i wełny w szarościach, beżach i innych kolorach ziemi. Proste formy poduch, pufów i pojemników na drobiazgi wprowadzają do wnętrz ład i harmonię. Nie ma tu mowy o tymczasowo modnych wzorach. Wszystko z pracowni Agaty ma cieszyć oko i służyć latami, bo ładne to i funkcjonalne. Jak wiele polskich biznesów, firmę można nazwać rodzinną. Projekt wychodzi od Agaty, realizuje go mama, a marketingiem zajmuje się chłopak. Urocze to jest. Kojarzy mi się z włoskimi i greckimi klanami, które prowadzą jakąś działalność. Nie myślę o mafii, raczej np. o gastronomii, gdzie każdy członek rodzinny ma swoje poletko i wie jak je orać. Wszyscy są hałaśliwymi, nieszkodliwymi nacjonalistami kochającymi swoją rodzinę i kraj, mieszkają w wielkim kamiennym domu, a na ich posesji rośnie stuletnia, obłędnie pachnąca figa… Przepraszam, zagalopowałam się. Żyję już wakacjami.
Wracając do kraju i mojej Rodaczki – Agaty :) mamy tu do czynienia z produktami baaardzo polskimi. Materiały nie widziały nigdy portu, a produkcja - taśmy. Len, skóra i wełna kupowane są w kraju i dopiero jako gotowy produkt mogą wyjechać poza jego granice. Zresztą taki nawet jest plan. Agata rozpoczęła promocję swojej firmy w Pradze i Berlinie. Trzeba naszych sąsiadów wyprzedzić i zacząć interesować się tym, co na naszym „fildzie”, a nie za miedzą.


facebook.com/AgataMelerskaPracownia
 

Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz