PAPIER/KAMIEŃ/NOŻYCE

2015/06/24


W ubiegłe wakacje dokonałam samospalenia. Na wielkim, trawiastym obszarze unicestwiłam swoje wspomnienia z minionych lat. Strawił je ogień.
Pierwsze słowa w moim pamiętniku napisałam mając 10 lat. Dotyczyły wielkiej wagi wydarzeń szkolnych. Swoje ówczesne przeżycia uważałam za tak cenne, że postanowiłam odnotować je dla potomnych. Oddawałam się tej praktyce przez lata, a na koniec wszystko poszło z dymem. Skończyłam prowadzić pamiętnik, kiedy wstąpiłam w związek z facetem, który stał się powiernikiem moich tajemnic, rozterek i przeżyć wewnętrznych. Przypuszczam, że czasem on tylko udaje, że słucha… W razie konieczności powtarzam swój monolog za kilka godzin lub dni. Trochę się też obrażam.

Pamiętniki paliliśmy razem. Nie dlatego, że chciałam w symboliczny sposób pożegnać stare, a wejść w nowe (no dobra, trochę tak było). Bardziej z powodów pragmatycznych. Nie chciało mi się podczas kolejnej przeprowadzki taszczyć pudeł z zapiskami, których i tak nigdy nie przeczytam. Poza tym nie chciałam, żeby tamte treści wpadły w niepowołane ręce. Pomysł tworzenia dla potomnych spalił na panewce. Człowiek młody był i głupi, pisał i gadał co mu ślina na język przyniosła i dziś tylko by się tego wstydził. Teraz jednak trochę się zastanawiam zanim coś na tego blogaska wrzucę. A nuż ktoś to przeczyta… Stąd niby też mogę coś usunąć, ale nie będzie to już tak wymowne i spektakularne jak spalenie w ogniu.
Od tamtego, płomiennego lata (nawet chyba dłużej) noszę przy sobie ZAWSZE kalendarzyk i notatnik. Dotychczas byłam wierna Moleskine. Teraz postanawiam zwrócić się w stronę polskiej marki, która takie analogowe formy piśmiennicze produkuje i dystrybuuje. Ta marka to Papierniczeni.

Za tą dowcipną nazwą kryje się miłość do papieru. Miłość angażująca kilka zmysłów-wzrok, zapach, słuch. Papierowe produkty są zaprojektowane ze smakiem, więc wyglądają bardzo estetycznie, pachną farbą drukarską, a kartki wydają przyjemny dla ucha szelest (o wiele przyjemniejszy niż klawisze klawiatury).
A teraz konkret. Na stronie Papierniczeni możecie obejrzeć/kupić notesy i zeszyty różnych marek. Polskich, oczywiście. Dla przykładu: Nieladaco, Magdalena Tekieli i Oni sami – Papierniczeni. Gdybym miała wybierać, na pewno zdecydowałabym się na coś o minimalistycznym wyglądzie. Takie Muji, tylko polskie (czyli lepsze).
PS Za rok firma obchodzi papierowe gody. Nie zapomnijcie złożyć im życzeń!




Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz