POLSKI ANGIELSKI

2015/04/01



Jak to jest, że ten angielski wkrada się w naszą mowę…? Człowiek by chciał tak ładnie, po polsku, a tu co rusz coś się wymsknie… Staram się, żeby mi się nie wymykało. Ale „ono” czasem jest szybsze ode mnie! Ciężko o samokontrolę, kiedy wokół kłębią się „mega kejsy, forłordowane wyboldowanymi fontami”.


Jednak podejmuję trud (!) posługiwania się jak najczystszą polszczyzną. I żal mi, że coraz więcej ludzi rezygnuje z takiego starania. Nasi dziadowie walczyli o coś, co my oddajemy za darmo… Wiem, brzmi to patetycznie i nastrój się nadął. OK (teraz mi się wymknęło, ale już nie poprawiam), a jak z nazwami własnymi zapożyczonymi z innych języków? Tu, uważam, można sięgnąć po obcojęzyczne słowa. Z różnych powodów. Na przykład firma planuje międzynarodową ekspansję, chce być znana za granicą i żeby nie tworzyć tzw. łamaczy języka nazywa siebie np. po angielsku. Albo inny powód – czasem nie da się znaleźć gry słów pasującej do tematu i tak samo zabawnie brzmiącej w kilku różnych językach. Ostatnio spodobał mi się tytuł jednego z postów blogerki Garance Dore. Dotyczył fryzur i brzmiał „Hair we go”

 garancedore.fr/en/theminis/hair-we-go/ 

A może jakieś słowo, którego koniecznie chcemy użyć w języku polskim nie istnieje…
Np. taki loft….albo loft you… Jak to wyjaśnić…
Może tak: kolor + prostota + 100 % made in Poland + 100% hand made

loftyou.pl


Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz